03.09.2010 13:15 | Autor: Dawid Burek | Komentarzy: 0
W sieci przedwcześnie pojawiła się pierwsza recenzja nowej karty graficznej NVIDIA w segmencie średniej półki cenowej – GeForce GTS 450. Ze względu na złamanie klauzuli poufności przez autorów, artykuł szybko został wycofany. Na szczęście nie na tyle szybko, aby czujni internauci nie zdążyli przygotować jego kopii zapasowej.
Bohaterami dnia są redaktorzy serwisu gpudesign.bafree.net, którzy opublikowali wszystkie zdjęcia i wykresy wspomnianej we wstępie recenzji. Szczególnie soczyste są oczywiście wykresy, w których dwa GeForce GTS 450 (referencyjny i fabrycznie podkręcony przez ASUS) staje w szranki z Radeonem HD 5770 i GeForce GTX 460 768 MB.
Przede wszystkim należy zauważyć, że częstotliwość taktowania karty ASUS drastycznie różni się od referencyjnej. Standardowo zegary GeForce GTS 450 wyniosą 783/1566/3600 MHz (odpowiednio rdzeń/192 procesory CUDA/1 GB pamięci GDDR5). Tymczasem w przypadku karty ASUS GeForce GTS 450 TOP, częstotliwości taktowania wywindowano aż do pułapu 925/1850/4000 MHz, czyli całkiem wysoko, co dobrze wróży potencjałowi podkręcania.

To co najważniejsze, czyli wydajność w grach, w przypadku referencyjnego GeForce GTS 450 nie zawodzi. W takich produkcjach jak: World in Conflict, Far Cry 2 (z nieaktywnym wygładzaniem krawędzi), oraz Call of Juarez (z aktywnym wygładzaniem krawędzi), GeForce GTS 450 staje na równi z Radeonem HD 5770. Nowa karta NVIDIA wyprzedza za to konkurenta w Far Cry 2 (z aktywnym wygładzaniem krawędzi), ale za to wyraźnie ustępuje w Crysis oraz Call of Juarez, kiedy nie gramy z aktywnym wygładzaniem krawędzi. Wykresy prezentujemy w rozwinięciu, wraz z pokaźną galerią prezentującą sprzęt.
W rachunku ogólnym, GeForce GTS 450 jest minimalnie wolniejszy od Radeona HD 5770, dlatego przy odpowiedniej cenie karty, NVIDIA na spore szanse odnieść kolejny (po GeForce GTX 460) sukces na rynku kart graficznych DirectX 11.
03.09.2010 12:29 | Autor: Dawid Burek | Komentarzy: 0
Grafen jest jedną z form węgla, z którą wiąże się przyszłość branży półprzewodników. Obwody bazujące na grafenie są znacznie szybsze od odpowiedników krzemowych, jednak naukowcy do tej pory trudzą się opracowaniem jak najłatwiejszego procesu produkcji półprzewodników grafenowych.
Ostatnią placówką badawczą, która może pochwalić się imponującym osiągnięciem w dziedzinie budowy tranzystorów grafenowych jest Uniwersytet Kalifornijski (dalej UCLA) z Los Angeles (Stany Zjednoczone Ameryki). Budując grafenowy tranzystor naukowcy po raz pierwszy wykorzystali nanoprzewód (z ang. nanowire), dzięki któremu tranzystor polowy jest w stanie zmieniać swój stan z częstotliwością 300 GHz, przy długości kanału (odległość pomiędzy źródłem a drenem) wynoszącej 140 nm. Wynik jest dwukrotnie lepszy od podobnego tranzystora polowego bazującego na krzemie i porównywalny z tranzystorami zbudowanymi na arsenku galu lub fosforku indu (te jednak są bardzo drogie w produkcji).

Grafen, jako pojedyncza warstwa atomów węgla w kształcie heksagonalnej, wyróżnia się bardzo dobrym przewodnictwem elektronów, przez co jest głównym kandydatem do następcy krzemu. Problem z grafenem jest jednak taki, że budowa elektrod wykorzystywanych jako bramka, źródło i dren tranzystora kończy się efektem spowolnienia przepływu ładunku. Aby obejść ten problem, naukowcy wykorzystali wspomniany wcześniej nanoprzewody, które służą za szkielet tranzystora.
Nanoprzewód, wykonany z kobaltu krzemku i izolującej powłoki z tlenku glinu, osadzono na warstwie grafenu tworząc bramkę tranzystora. Następnie usunięto część warstwy izolacyjnej, po to aby umożliwić wymianę ładunków pomiędzy rdzeniem nanoprzewodu a jego końcami, gdzie umieszczono cienkie warstwy złota i tytanu. W kolejnym kroku źródło bazujące na złocie i tytanie umieszczone zostało po jednej stronie nanoprzewodu, a dren z tego samego materiału – po drugiej stronie. Nanoprzewód pokryto następnie 10-nanometrową warstwą platyny, którą poprowadzono od źródła aż do drenu. Ze względu na to, że warstwa platyny była bardzo cienka, nastąpiło załamanie się nanoprzewodu, w efekcie dając dwie osobne elektrody łączące się z grafenem. Długość kanału równa jest średnicy nanoprzewodu – w tym wypadku od 100 do 300 nm. Naukowcy pracują jednak nad poprawą tej wielkości, celując w odległość rzędu 50 nm, w efekcie pozwalając osiągnąć częstotliwość taktowania wynoszącą nawet 1 THz.
Xiangfeng Duan (z UCLA) tłumaczy, że zaletą rozwiązania jest eliminacja odstępów pomiędzy bazą a elektrodami źródłem i drenem. Ponadto napięcie wejściowe nie ma wpływu na żadną część kanału tranzystora, która nie jest pokryta bramką, przez co sprawność tranzystora nie jest zaniżona. Cytując Duana: „Nasze rozwiązanie pozwala osiągnąć idealne połączenie pomiędzy bramką, źródłem i drenem.”
Co ciekawe, wyniki badań naukowców z UCLA wywarły wrażenie na uczonych z IBM, którzy na początku roku pochwalili się swoimi osiągnięciami w tej samej dziedzinie. Naukowcy z IBM zauważyli jednak, że tranzystor zaprezentowany przez UCLA nie jest najlepszym rozwiązaniem do masowej produkcji. Duan wytłumaczył jednak, że zaprezentowane przez jego zespół rozwiązanie to tylko prototyp, który może w przyszłości pomóc w adaptacji technologii bazujących na grafenie w zastosowaniach produkcyjnych.
03.09.2010 11:07 | Autor: Grzegorz Szwala | Komentarzy: 0
Odbywająca się wczoraj „muzyczna” konferencja firmy Apple obfitowała w wiele niespodzianek. Wiele z nich postaraliśmy się już odgadnąć, jednak przygotowano dla nas mnóstwo nowości. Zaprezentowano nową odsłonę Apple TV, odtwarzacze iPod doczekały się odświeżenia oraz przedstawiono nowy serwis społecznościowy dla posiadaczy jubileuszowej aplikacji iTunes. Można śmiało powiedzieć, gdzie multimedia, tam i Apple.

Zacznijmy zatem od Apple TV. Został on zupełnie przeprojektowany i zmniejszył się o 25% w stosunku do pierwowzoru. Cała platforma jak zapowiadano opiera się na iOS choć trzeba stwierdzić, że podobieństw do iPhone po prostu brak. Otrzymamy porty HDMI, Ethernet oraz wyjście optyczne (toslink). Nowością jest także łączność Wi-Fi. Założenie nowego A-TV to szeroko zakrojony streaming materiałów multimedialnych w tym wideo w jakości HD (do 720p). Znajomy pilot ułatwi nawigacje po menu i szybkie odtwarzanie wybranych materiałów.

Apple TV
Jak zapowiedziano, użytkownicy urządzenia będą mogli wykupywać seriale telewizyjne takich stacji telewizyjnych jak: ABC czy FOX w cenie 99 centów za odcinek. Treści filmowe zapewniać ma Netflix, o czym już wcześniej informowaliśmy. Wypożyczenie filmu będzie wiązało się z opłatą 4.99 dolara od sztuki. Otrzymamy także darmowy dostęp do serwisów YouTube, Flicker oraz usługi Apple, MobileME. Sam interfejs użytkownika został skonstruowany od zera. Za pomocą jednego kliknięcia przeczytamy recenzje filmu/serialu, poznamy grających w nim aktorów czy otrzymamy dostęp do materiałów dodatkowych.

Nowy interfejs użytkownika
W listopadzie, po premierze iOS 4.2 (o czym wspomnimy później) otrzymamy dostęp steamingu wideo z dowolnego urządzenia z systemem iOS wprost do naszego Apple TV. Tak głęboka integracja z zasobami Internetowymi oznacza jedno – ograniczenia co do dostępności. W USA urządzenie przedawane będzie w cenie 99 dolarów, co wydaje się niewygórowaną stawką. Apple TV trafi także do Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Australii. Debiut w sklepach przypadać ma na początek października.
02.09.2010 17:51 | Autor: Grzegorz Szwala | Komentarzy: 0
Tegoroczna jesień w wykonaniu Samsunga upłynie pod znakiem stylowych netbooków. Koreański producent zaprezentował właśnie nową serię NF. Na rynek trafią modele NF310, NF210, NF110, jednak dokładniejsze szczegóły ujawnia nam jedynie NF210. Czyżby stary netbook w nowym wydaniu?

Najwyraźniej, bowiem na pokładzie najnowszego NF210 nie znajdziemy żadnych nowości. Oparty będzie o znaną platformę Pine Trail firmy Intel. Sercem urządzenia będzie zatem jednordzeniowy Atom N455 taktowany zegarem 1.66 GHz. Wbudowany układ graficzny to zintegrowany GMA 3150. Maksymalna ilość pamięci RAM wyniesie 2 GB (domyślnie 1 GB). Również w kwestii matrycy nie zaznamy żadnych zmian – nadal będzie to 10.1 cali o rozdzielczości 1024x600 pikseli. Wbudowany dysk twardy o pojemności 250 GB powinien wystarczyć do większości zastosowań. Dodatkowo otrzymamy 3 porty USB 2.0, wyjście VGA, słuchawkowe, mikrofonowe oraz niezastąpiony czytnik kart SD. Z Internetem łączyć będziemy się za pomocą Ethernetu i Wi-Fi 802.11n.
02.09.2010 14:15 | Autor: Grzegorz Szwala | Komentarzy: 0
Galaxy Tab to jeden z wielu, ale za to bardzo wyczekiwanych tabletów. Producent podczas berlińskich targów IFA uraczył nas oficjalną specyfikacją urządzenia. Za sprawą Androida 2.2 spodziewać się możemy obsługi technologii Flash. Tablet bez problemu poradzi sobie też z wideo w jakości Full HD.

Podstawą urządzenia będzie procesor Cortex A9 taktowany zegarem 1 GHz. Wbudowany ekran o przekątnej 7 cali dysponować będzie rozdzielczością 1024 x 600 pikseli. Galaxy Tab sprzedawany będzie w dwóch wersjach różniących się ilością pamięci wewnętrznej – 16 lub 32 GB. Dodatkowo będzie można ja rozszerzyć kartami microSD (do 32 GB). Zgodnie z zapowiedziami otrzymamy dwie kamery – przednią 1.3 MP do wideo-rozmów oraz tylną o rozdzielczości 3 MP podświetlaną dodatkowo diodami LED. Ze światem łączyć będziemy się za pomocą Wi-Fi 802.11n, Bluetooth 3.0, HSUPA lub modułu 3G. Wbudowany system Android 2.2 zadebiutuje z nową wersją firmowej nakładki Samsunga - TouchWiz 3.0.
Obecny na rynku od jakiegoś czasu WindBOX III zostanie wzbogacony o pasywne chłodzenie. Zapewne zaskarbi sobie serca wszystkich fanatyków ciszy. Wyczyn jest o tyle ciekawy, że na jego pokładzie znajdziemy procesor Core 2 Duo firmy Intel.

Zbudowany został w oparciu o chipset GS45 + ICH9M firmy Intel. Wbudowany układ graficzny nie odznacza się dużą mocą, jednak bez problemu poradzić sobie ma z przetwarzaniem materiału wideo w rozdzielczości Full HD. Nie znamy natomiast dokładnych modeli procesorów obecnych w nowym WindBox, przypuszczać, że będą to układy o obniżonym napięciu. Na uwagę zasługuje ponadto duża liczba wyprowadzonych porów. Otrzymamy zatem aż 6 USB 2.0, dwa porty COM oraz dwa Ethernet (dwie gigabitowe karty sieciowe). Wyświetlacz podłączymy za pomocą portów: DVI-I, HDMI oraz VGA (dostępne za pomocą przejściówki). W kwestii komunikacji bezprzewodowej możemy liczyć na Wi-Fi 802.11b/g/n oraz Bluetooth 2.1.
02.09.2010 12:10 | Autor: Grzegorz Szwala | Komentarzy: 0
Żadną nowością wydaje się fakt, kiedy to kolejny producent wydaje swój firmowy tablet. Firma BenQ jednakże przygotowała dla nas miłą niespodziankę bo w jego nowym flagowym tablecie znajdziemy najnowszy wariant Androida - 2.2. W urządzeniach tego typu rozpowszechniła się wersja 1.6, która nie daje nam m.in dostępu do technologii Flash. Kolejne zalety R100 to duży ekran i szybki procesor.

nReader R100 mierzyć ma 173 x 267 x 14.4 mm i ważyć dokładnie 700 gramów. Na jego pokładzie znajdziemy dosyć szybki układ Samsunga taktowany zegarem 667 MHz. Wyposażono go w dotykową matrycę o wielkości 10 cali i nieznanej rozdzielczości. Wbudowaną pamięć 4 GB będziemy mogli rozszerzać za pomocą kart SD/SDHC/SDXC. Tablet w ramach łączności zaoferuje Wi-Fi oraz 3G. Dodatkowo w łatwy sposób podłączymy go z zewnętrznym wyświetlaczem za pomocą wyjścia HDMI. Nie zabrakło również standardowego USB. Na pochwałę zasługuje czas pracy na baterii. Według producenta będzie to do 12 godzin, co jest wynikiem więcej niż zadowalającym. Urządzenie zadebiutuje w Chinach, Japonii oraz Tajwanie dopiero w styczniu przyszłego roku. Miejmy nadziej, że dostępność zostanie rozszerzona o kolejne kraje.
02.09.2010 11:56 | Autor: Grzegorz Szwala | Komentarzy: 0
O tym, że Apple przygotowuje następcę popularnego niegdyś Apple TV, wiadomo od pewnego czasu. Dziś dobiegają nas dosyć zaskakujące wieści. Najprawdopodobniej Apple zawarło już umowę strategiczną z serwisem Netflix, największym serwisem udostępniającym najnowsze filmy i seriale w formie streamingu na mocy której stanie się on dostawcą przynajmniej części treści dostępnych dla posiadaczy nowego Apple TV.

Trzeba przyznać, że to dość nieoczekiwany zwrot sytuacji. Serwis z którym miano konkurować staje się partnerem. Da to oczywiście posiadaczom nowego Apple TV sporo nowych funkcji, dostępnych dotychczas wyłącznie dla posiadaczy abonamentu w usłudze Netflix. Sama oferta ulegną znacznemu poszerzeniu. Dotychczasowi użytkownicy pierwszego A-TV wszelkie treści pobierali wyłącznie z iTunes. Teraz należy się spodziewać, że oferta filmowa będzie głównym atutem nowej usługi. Przewidywać można, że Apple i Netflix będą się uzupełniać. Pierwszy zaoferuje swoją nową ofertę seriali, których w tym drugim brakuje. Wszystko to ma zapewnić sprzedaż nowego urządzenia na wysokim poziomie.
02.09.2010 11:07 | Autor: Dawid Burek | Komentarzy: 0
Wielce wyczekiwana przez właścicieli platform AMD płyta główna 870A Fuzion Power Edition w końcu ujrzałą światło dzienne. Nowy produkt MSI wyróżnia się przede wszystkim chipsetem Hydra 200, dzięki któremu możliwym jest łączenie kart dowolnych graficznych – w tym NVIDIA GeForce i AMD Radeon jednocześnie.
Oprócz chipsetu Hydra 200, MSI zastosowało gniazdo AM3 oraz mostek północny AMD 870 i południowy – SB850. Oprócz obsługi 2-, 3-, 4- i 6-rdzeniowych procesorów Phenom II, producent zachwala komponenty wysokiej jakości (logo Military Class), dzięki którym płyta może pochwalić się 12-fazową sekcją zasilania. Nie zabrakło oczywiście funkcji odblokowywania dodatkowych rdzeni (o ile procesor na to pozwala) i obsługi pamięci DDR3-1600.

Oprócz pary złącz PCI-Express x16, które wymagane są do działania Hydry, producent zadbał o 6 portów SATA 6.0 Gbps, Gigabitowy Ethernet, 8-kanałowy układ audio, pojedynczy port USB 3.0 i 6x USB 2.0, złącze FireWire i przyciski Power (uruchamianie komputera), Reset i Clear CMOS (czyszczenie ustawień BIOS-u).
870A Fuzion Power Edition wyceniono na 137 euro.
Podczas Global Technology Conference, GlobalFoundries zaprezentowało pierwsze zdjęcia układów Orochi (architektura Bulldozer) oraz Llano (hybrydowa platforma Fusion). Przy okazji zdradzono kilka szczegółów specyfiakcji.
Orochi to 8-rdzeniowy układ serwerowy bazujący na architekturze Bulldozer. Choć zaprezentowane zdjęcie przedstawiało sam układ krzemowy (bez opisu), bez trudu zauważyć na nim można 4 bloki zawierające pary rdzeni ze współdzieloną pamięcią podręczną L2, a także współdzieloną pamięć podręczną L3, ogólnodostępną dla wszystkich rdzeni.

W przypadku Llano ujawniono nie tylko wygląd układu, ale również mapę komponentów. Bazujące na architekturze K10, Llano łączy w sobie jednostkę CPU i GPU, będąc prekursorem architektury Bobcat. Na zdjęciu widzimy, że pomiędzy 4 rdzeniami umieszczono kontroler pamięci, a poniżej znalazł się zintegrowany chipset graficzny, który ma podobno zawierać do 480 procesorów strumieniowych (wydajność układu jet porównywalna z Radeonem HD 5670). Na brzegach umieszczono z kolei interfejs pamięci oraz magistralę HyperTransport i kontroler PCI Express.

Podczas gdy Orochi produkowane będzie przez GlobalFoundries w procesie technologicznym 32 nm, Llano bazować będzie na technologii 40 nm, a produkcją zajmie się TSMC.
02.09.2010 10:02 | Autor: Dawid Burek | Komentarzy: 2
Doświadczeni użytkownicy komputerów przywykli już do tego, że duże sieci sklepów lubią wypisywać fałszywe informacje nt. sprzętu komputerowego. Nieczęsto się jednak zdarza, aby podobnie nieczystego zagrania podjął się producent sprzętu.
Winowajcą w tym wypadku jest azjatycki oddział Gigabyte, który wydał układ graficzny klasy Radeon HD 5670 – GV-R567HM-1GI. Nie było by w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie towarzyszący mu, podejrzany element marketingowy. Otóż na pudełku z kartą widnieje etykieta „1 GB GDDR5”, podczas fizycznie kartę wyposażono w 512 MB pamięci GDDR5. Dodatkowe 512 MB Gigabyte dodało sobie dzięki technologii HyperMemory, która rezerwuje sobie pamięć operacyjną komputera.
O ile na nagięcie obsługiwanej wielkości pamięci do 1 GB można przymknąć oko, trudno zignorować kwestię wydajności. Pamięć Radeona HD 5670 domyślnie taktowana jest zegarem 4000 MHz. Tymczasem pamięć systemowa, w najlepszym wypadku jest zgodna ze standardem DDR3, a więc zwykle taktowana jest zegarem 1333 MHz. Spadek wydajności przy aktywnej technologii HyperMemory będzie więc drastyczny.

Co ciekawe, marketing gigabyte jest nawet niezgodny z wytycznymi AMD. Producent Radeonów zabrania bowiem takiego sumowania wielkości pamięci karty graficznej. Według schematu AMD (strona 14), na pudełku karty Gigabyte zamiast napisu „1 GB GDDR5” powinna znaleźć się formuła „512 MB GDDR5 + 512 MB HyperMemory”, która jednoznacznie określa konfigurację pamięci.
Miejmy nadzieję, że karta ta nigdy nie trafi na polski rynek.
02.09.2010 09:36 | Autor: Dawid Burek | Komentarzy: 6
Od dobrych kilku lat (moja pamięć sięga pamiętnych Radeonów 9600) mid-endowe karty graficzne ATI/AMD w każdej kolejnej generacji wyposażone były w 128-bitowy kontroler pamięci. Jeśli damy wiarę doniesieniom serwisu DonanimHaber, najnowsze Radeony HD 6700 wyposażone zostaną w znacznie lepszy, 256-bitowy kontroler pamięci GDDR5.
Zerwanie z tradycją pozwoliłoby kartom AMD ze średniej pólki cenowej uzyskać znaczny wzrost wydajności. Obecny, topowy produkt AMD w tym segmencie rynku - Radeon HD 5770 – dysponuje 128-bitowym kontrolerem, przez co przepustowość pamięci wynosi zaledwie 76.8 GB/s. Dla porównania, Radeon HD 5870 charakteryzuje się ponad dwukrotnie wyższą przepustowością – 153.6 GB/s.

Powodem, dla którego AMD zdecydowało się podjąć tak drastyczną zmianę, jest nie konkurencja (w końcu tej wciąż nie ma), a nadciągające procesory hybrydowe AMD, które zadebiutują w przyszłym roku, nie pozostawiając na rynku miejsca low-endowym kartom graficznym, a także zagrażając sprzedaży układów ze średniej półki cenowej. Zintegrowane chipsety mają oferować wydajność porównywalną z osiągami Radeona HD 5670, dlatego AMD postanowiło przeskalować wydajność kart graficznych kolejnej generacji.
Jeśli doniesienia okażą się prawdziwe, NVIDIA będzie miała bardzo ciężki orzech do zgryzienia. Firma wciąż nie wydała bowiem konkurentów dla Radeonów HD 5700. Mają nimi być GeForce GTS 430/440/450, jednak karty te będą wyposażone w 128-bitowe kontrolery, więc są skazane na porażkę w starciu z Radeonami HD 6700.
02.09.2010 09:14 | Autor: Dawid Burek | Komentarzy: 0
O tym, że na iPhone znaleźć można kilka imponujących osiągnięć w dziedzinie programowania, wiadomo nie od dziś. Udowodniło to m.in. id Software, prezentując Rage w 60 FPS. Epic Games – odwieczny rywal id – postanowiło nie być gorsze wydając darmową demonstrację technologiczną pt. Epic Citadel.
Ważąca 82 MB aplikacja prezentuje średniowieczne miasteczko i otaczające je okolice. Pod względem zawartej technologii demonstracja wywiera piorunujące wrażenie. Bazując na silniku UnrealEngine 3 (tym samym, który wykorzystuje w grach na platformy PC, PS3 i Xbox 360), Epic Citadel takie efekty jak:
- parallax mapping - zaawansowane mapowanie wybojów,
- normal maps dla elementów środowiska - nadające głębi murom i kamiennym ścieżkom,
- texture blending with painted weight maps - technika wygładzania przejść pomiędzy różnymi materiałami terenu),
- global illumination (realistyczne oświetlenie i cieniowanie wymagające niewielkich zasobów systemowych,
- dynamic specular lighting with texture masks - nadaje realizmu brukowanym ścieżkom oraz powierzchniom marmurowym, a także odpowiada za efekt flary obiektywu,
- real-time reflections and animation - mapowanie środowiskowe odpowiada za nadawanie wybranym obiektom odblaskowej powierzchni, a efekty deformacji wierzchołków i animacji szkieletowej umożliwiają prezentację poruszających się na wietrze drzew i flag.

Jeśli wierzyć relacjom redaktora serwisu TechReport, na iPhone 4 (w natywnej rozdzielczości 960x640 pikseli) demo działa zadziwiająco płynnie, choć w pewnym momencie (duża, otwarta przestrzeń na ekranie), płynność animacji spada do kilkunastu FPS. Mimo to technologia Epic Games wywiera ogromne wrażenie i – co najważniejsze – dostępna jest za darmo zarówno pod postacią demonstracji technologicznej Epic Citadel, jak i pakietu Unreal Development Kit. Dodajmy jeszcze, że Epic Citadel kompatybilne jest z iPhone 3GS, iPhone 4, iPod touch 3G oraz iPad i wymaga systemu iOS 3.2.0.
Po pięciu latach obecności kontrolera Xbox'a 360 na rynku zaskarbił sobie on wiele pochlebnych recenzji. Nie bez przyczyny zyskał sobie miano jednego z najlepszych padów na świecie. Zawsze jednak jest jedno ale. Wbudowany krzyżyk "d-pad" nie cechował się jak dotąd dokładnością działania. Microsoft wreszcie poprawia swój pad wysyłając go na nowo w ręce konstruktorów.

Niedokładny d-pad nie jest w większości gier uciążliwy. Jego prawdziwą niemoc ujrzymy dopiero podczas gry w wszelkiego rodzaju bijatyki, gdzie dokładny krzyżyk jest wręcz niezbędny. Nowy poprawiony kontroler oprócz nowoczesnej kolorystyki zawiera nową wersje owego krzyżyka, który oferuje dwa tryby pracy: standardowy oraz drugi bardziej dokładny. Aktywuje się go po przekręceniu przycisku. Otrzymamy wtedy w pełni wypukły a co za tym idzie dokładny d-pad.
Innych zmian prócz kolorystycznych nie uświadczymy. Kontroler dostępny będzie jedynie w srebrnym kolorze (będzie idealnie pasował do limitowanej wersji konsoli z Halo: Reach) a przyciski wykonane są w odcieniach szarości a nie jak dotąd w kolorach: czerwonym, zielonym, żółtym i niebieskim. Nowy kontroler będzie można zakupić wyłącznie w zestawie Play and Charge czyli z dołączonym kablem i akumulatorem. Cena niestety jest dość wysoka - 64.99 dolarów. Najpierw zadebiutuje w listopadzie na terenie USA. Do Europy trafi dopiero w lutym przyszłego roku.
01.09.2010 15:26 | Autor: Grzegorz Szwala | Komentarzy: 3
Stale poprawiająca się kondycja finansowa firmy AMD przekonywała wielu, że firma ta zdecyduje się na pojawienie się na kolejnym rynku. Po części tak się stanie bowiem już wkrótce układy AMD będą napędzać tablety i miniaturowe komputery. Firma nie stworzy jednak układów ARM opartych na technologii SoC (system on chip). Platforma Tegra firmy NVIDIA może zatem czuć się bezpieczna.

Prezes firmy, Dirk Meyer twierdzi, że na razie AMD nie ma w planach tworzenie konkurencji dla istniejących rozwiązań na rynku ARM. Strategią na najbliższe miesiące ma być obserwacja rynku oraz obecnej na nim technologii. Dopiero wtedy firma zamierza wycelować w konkretny segment rynku na którym odniosłaby korzyści. Jak na razie największym rynkiem dla AMD pozostają pecety oraz serwery. Jeśli firma zdecydowałaby się na dalszą ekspansje będzie to jakiś duży rynek z małą ilością konkurentów. Taki ruch wydaje się być w pełni uzasadniony, bowiem AMD dopiero co zażegnał poważny kryzys i po raz pierwszy od wielu lat przynosi zyski.
Założeniem panującym na rynku procesorów x86 jest jak największa wydajność przy odpowiednio niskim zużyciu energii. W przypadku ARM jest zgoła odwrotnie. Tam wydajność to temat drugorzędny. Założenie tego rynku kłóci się zatem z polityką AMD. Z drugiej strony szef firmy doskonale rozumie potrzebę rozwoju i nadążania za najnowszymi trendami. Doprowadzi to zatem do sytuacji kiedy to firma będzie zmuszona do zaoferowanie układów dla tego rynku. Nie wiadomo jednak czy posłużą do tego zapowiadane na przyszły rok układy o nazwach kodowych Bobcat oraz Ontario, czy może zostanie do tego celu stworzona zupełnie nowa architektura.